![]() |
www.rowerydwa.prv.pl |
Þ MAPA Þ ZDJĘCIA Þ FILMIK Þ ZABYTKI |
STRONA GŁÓWNA NEWS O NAS KSIĘGA GOŚCI LINKI KONTAKT WYPRAWA ROWEROWA:
WSTĘP Pomysł na wyprawę wziął się z chęci odwiedzenia Mazur oraz znajdujących się tam kompleksów bunkrów. Postanowiliśmy dojechać tam na rowerze, lecz same Mazury uznaliśmy za niewystarczający cel dla końca naszej wyprawy, dlatego też zdecydowaliśmy, że zakończymy ją w Wilnie. Poczyniliśmy skrupulatne przygotowanie wszelkich potrzebnych informacji (zabytki, noclegi, regiony w Polsce, itp.) oraz stworzyliśmy wstępny plan przebiegu wyprawy. W drogę wyruszyliśmy 1-go Lipca.
DZIEŃ PIERWSZY : "PIERWSZY DZIEŃ PIERWSZE PRZYGODY" DATA: 01.07.2005 TRASA: Szczecin - Stargard Szczeciński - Piasecznik - Choszczno - Zieleniewo - Drawno Dziś: 125 km. W sumie: 125 km. Umówiliśmy się o godz. 9:30 na wylocie ze Szczecina. Robimy pierwsze zdjęcie i ruszamy w trasę. Pochmurna pogoda nie przeszkadza nam w drodze do naszego pierwszego celu - Stargardu Szczecińskiego, który osiągamy szybciej niż byśmy się spodziewali. Choć po drodze mieliśmy jeszcze krótki przystanek nad jeziorem Miedwie. W Stargardzie odwiedzamy basztę oraz kościół św. Jana Chrzciciela, gdzie spotykamy księdza, który cieszył się, że nie jedziemy z żadną dziewczyną (co podobno jest grzechem). Wyjeżdżając z miasta poraz pierwszy mylimy drogę, jednak dzięki temu poznajemy ciekawe drogi w okolicach Witkowa. Z Witkowa ruszamy na Piasecznik, a następnie na Choszczno, po drodze robiąc sobie obiad. Dzisiejsze danie to: staropolski żur z kiełbasą i jajkiem przygotowywany na ognisku. Po krótkiej "siescie" ruszamy do Choszczna, gdzie niestety popełniamy błąd i zamiast na Drawno jadziemy na Bierzwnik. O pomyłce orientujemy się po 15 km w Zieleniewie, ale na szczęście prowadzi stąd inna droga do naszego celu - Drawna. Po drodze spotykamy sympatycznego pana, który twierdził, że jest po jednym piwie, ale mocnym. Dalej jedziemy za nim poznając tym samym krótszą drogę. Tor jazdy naszego przewodnika jest bardziej krzywy niż sinusoida, lecz mimo wszystko dowiadujemy się od niego o bardzo ciekawych aspektach życia na wsi. W Drawnie rozbijamy namiot na campingu, a wieczorem idziemy na "Dni Drawna", gdzie występuje zespół "Kombi" oraz "Kukiz i Piersi". Impreza bardzo nam się spodobała, ale niestety szybko idziemy spać, bo czeka nas jutro kolejny wykańczający dzień.
DZIEŃ DRUGI : "ZJEŻDŻAMY POD GÓRKĘ" DATA: 02.07.2005 TRASA: Drawno - Tuczno - Strzaliny - Rutwica - Wałcz - Szwecja - Nadarzyce Dziś: 119 km. W sumie: 244 km. Już o ósmej budzą nas dzwony pobliskiego kościoła. Wstajemy, jemy śniadanie i o 10:00 ruszamy w trasę. Na początku kierujemy się w stronę Tuczna. Wpierw wiedzie tam ładna, asfaltowa droga, jednak w okolicy miejscowości Stara Korytnica znowu mylimy trasę. Niestety nie posiadamy dokładnej mapy tych okolic, więc nie wiemy gdzie jesteśmy. Kręcąc się w kółko po Drawieńskim Parku Narodowym, zachwycamy się pięknem otaczającego nas krajobrazu. Finalnie docieramy w końcu do Tuczna, jednak przez pomyłkę nadrabiamy około 20 kilometrów. Na miejscu oglądamy renesansowy zamek z XVI wieku, oraz duży, ładny, miejscowy kościół. Dalej ruszamy w kierunku Strzalin, gdzie znajduje się pierwszy na naszej trasie bunkier należący do kompleksu Wału Pomorskiego. Potężna żelbetonowa konstrukcja zachwyca swoim wspaniałym systemem korytarzy znajdujących się 30 metrów pod ziemią. Polecamy to miejsce wszystkim miłośnikom ciekawych obiektów.
DZIEŃ TRZECI : "RADZIECKIE ŚLADY NA WALE POMORSKIM" DATA: 03.07.2005 TRASA: Nadarzyce - Borne Sulinowo - Jeleń - Szczecinek - Czarne - Barkowo - Człuchów - Chojnice Dziś: 129 km. W sumie: 373 km. Z samego rana budzą nas ciepłe promienie słońca. Udało nam się szybko zebrać i już o godz. 10:00 jesteśmy na trasie. Jedziemy w dobrym tempie i bez problemu docieramy do Bornego Sulinowa. Miasta tego do 1992 roku nie było na mapie, gdyż znajdował się tutaj garnizon wojsk radzieckich. W związku z tym znajduje się tam wiele ruin wojskowych budynków i pozostałości po poligonie. Odwiedzamy "Muzeum Wału Pomorskiego", a następnie jemy śniadanie na jednym ze starych wojskowych budynków. Wyjeżdżając z miasta natykamy się jeszcze na końcówkę wyścigu kolarskiego.
DZIEŃ CZWARTY : "PADA REKORD" DATA: 04.07.2005 TRASA: Chojnice - Tuchola - Tleń - Osie - Warlubie - Wielki Komorsk - Grudziądz - Łasin - Kisielice - Iława Dziś: 186 km. W sumie: 559 km. Nocleg jest tak wygodny, że nie chce nam się wstawać, lecz wiemy, że musimy dojechać aż pod Grudziądz. Wyruszamy o godz. 11:00. Początkowo słońce nam doskwiera, ale lasy Borów Tucholskich dostarczają wystarczająco dużo cienia. W Tucholi zwiedzamy rynek z ładnymi wąskimi uliczkami i chwile odpoczywamy. Czas ucieka, więc ruszamy dalej. Jedziemy długą, prostą i nudną drogą, która wiedzie w kierunku Warlubia. Po drodze robimy krótką przerwę nad jeziorem i uzupełniamy zapasy energii. Na trasie nie mamy nic do zwiedzania, więc bardzo szybko docieramy do Wisły, którą przekraczamy długim, ciekawym mostem. Grudziądz zachwycił nas ogromnymi murami obronnymi i wspaniałym widokiem z Góry Zamkowej. Około godziny 20:00, za miastem szukamy miejsca na nocleg, lecz gdy dowiadujemy się, że do Iławy (naszego jutrzejszego celu) zostało 55km, Karol wpadł na pomysł, aby dojechać tam już dziś. Posiadamy wystarczającą ilość energii, żeby zrealizować ten zamiar, wiec montujemy lampki i jedziemy ile sił w nogach póki jest jasno. Po drodze robimy tylko bardzo krótki odpoczynek przy ruinach zamku w Rogóźnie. Do Iławy docieramy po północy. Jesteśmy niesamowicie wykończeni, bo przejechaliśmy ponad 180km. Jemy kolację i idziemy spać.
DZIEŃ PIĄTY : "WALKA ZE ZMĘCZENIEM POD GRUNWALDEM" DATA: 05.07.2005 TRASA: Iława - Rudzienice - Złotowo - Wygoda - Grunwald - Mielno - Bolejny - Łyna Dziś: 104 km. W sumie: 663 km. Dziś znowu mieliśmy nocleg w wygodnych łóżkach, w związku z czym bardzo dobrze się wyspaliśmy. Upalna pogoda nie zachęca do jazdy na rowerze. W drogę wyruszamy dopiero o godz. 14:00. Przez pierwsze kilometry jedzie się bardzo ciężko i dopiero po czterech godzinach docieramy pod Grunwald. Oglądamy słynne pole bitwy, odpoczywamy i ruszamy dalej. W okolicy miejscowości Witrambowo natykamy się na pojazdy wojskowe. Dzisiejszy dzień okazuje się być bardzo krótki. Nie przejechaliśmy nawet 100km, a już zaczynamy szukać miejsca na nocleg. Niestety nie posiadamy nic do jedzenia, a w związku z tym szukamy sklepu. Nie natykamy się na niego w kolejnych trzech napotkanych wioskach. Dopiero w Łynie jest otwarty sklep, więc kupujemy prowiant i udajemy się na nocleg. Idziemy spać.
DZIEŃ SZÓSTY : "JESTEŚMY NA WCZASACH W TYCH MAZURSKICH LASACH" DATA: 06.07.2005 TRASA: Łyna - Jedwabno - Szczytno - Babięta - Piecki - Mikołajki Dziś: 117 km. W sumie: 780 km. Znów zbudził nas upał w namiocie. Dzięki temu już o 10:00 jesteśmy na trasie. Początkowo kierujemy się w stronę Mrągowa, lecz dochodzimy do wniosku, że w mieście tym nie znajduje się żaden ciekawy obiekt, zatem jedziemy wprost do Mikołajek. Znajdujemy tam bardzo fajne pole namiotowe, a wieczorem idziemy pozwiedzać miasteczko oraz przejść się wzdłuż brzegów największego jeziora w Polsce (jezioro Śniardwy).
DZIEŃ SIÓDMY : "NIEMIECKI ŻELBETON" DATA: 07.07.2005 TRASA: Mikołajki - Ryn - Martiany - Gierłoż - Radzieje - Sztynort - Mamerki - Węgorzewo - Pozezdrze - Giżycko Dziś: 130 km. W sumie: 910 km. Zdajemy sobie sprawę, że podczas dzisiejszego dnia będzie wiele obiektów wartych odwiedzenia. Pełni entuzjazmu wyruszamy w trasę. Już po paru kilometrach w miejscowości Ryn odwiedzamy trochę zniszczony zamek krzyżacki z XIV wieku. Następnie w Martianach penetrujemy wysadzone i mało znane schrony bojowe. Stąd blisko już do Gierłoży, gdzie nieopodal znajduje się słynny "Wilczy Szaniec", czyli wojenna kwatera Hitlera. Docieramy tu starym brukiem, który zapewne pamięta jeszcze II wojnę światową. Na miejscu zostawiamy rowery na parkingu strzeżonym i rozpoczynamy zwiedzać. Zaskakuje nas niesamowita grubość murów w bunkrach oraz wielkość tych obiektów. Niestety większość znajdujących się tu schronów została wysadzona przez wycofujących się Niemców. Wiemy jednak, że 20 km dalej (w Mamerkach) znajduje się podobny, lecz dobrze zachowany kompleks schronów niemieckich wojsk lądowych. Ruszamy w jego stronę. Po drodze odwiedzamy jeszcze Sztynort, gdzie znajduje się ładny pałac rodziny Lehndorffow, w którym to rezydował minister spraw zagranicznych III Rzeszy - Joachim von Ribbentrop. W Sztynorcie znajduje się również duży ośrodek żeglarski posiadający dużą ilość żaglówek gotowych do wypożyczenia. Mamerki rzeczywiście prezentują się znacznie ciekawiej, z tego powodu spędzamy tu kolejną godzinę. Dowiadujemy się również, że nieopodal robotnicy niemieccy budowali olbrzymie śluzy na kanale mazurskim. Chociaż nie znajdują się one na naszej trasie, to postanawiamy je zobaczyć. Wielkość tych śluz zrobiła na nas niesamowite wrażenie. Stamtąd udajemy się do Wegorzewa. Niestety jakość tutejszych dróg pozostawia wiele do życzenia. Na szczęście docieramy na miejsce, gdzie trafiam na festiwal rockowy. Chętnie byśmy tu zostali, ale chcemy jeszcze dotrzeć do Giżycka. Na pole namiotowe dojeżdżamy już po zachodzie słońca.
DZIEŃ ÓSMY : "BYLE DO PRZODU" DATA: 08.07.2005 TRASA: Giżycko - Wydminy - Dunajek - Olecko - Bakałarzewo - Suwałki - Stary Folwark Dziś: 115 km. W sumie: 1025 km. Początek dnia poświęcamy na zwiedzanie Giżycka. Podziwiamy wspaniałą pruską twierdze Boyen oraz otwierany ręcznie most obrotowy. Po zwiedzaniu miasta ruszamy w stronę Suwałk. Panuje dzisiaj niesamowity upał, lecz mimo to miło się jedzie, gdyż wieje chłodny wiatr. Po drodze zwiedzamy Olecko, oraz robimy dłuższy postój nad jeziorem. Natrafiamy jeszcze niespodziewanie na skansen fortyfikacji Prus wschodnich przed miejscowością Bakałarzewo. W Suwałkach spędzamy tylko parę minut, gdyż zbliża się wieczór. Zachwyca nas tutejszy spokój i piękno, wiec zatrzymujemy się w "Wigierskim Parku Narodowym". Tutaj poznajemy miłą panią, która opowiada nam, o tych cudownych okolicach i udziela informacji o okolicznych campingach. W miejscowości Stary Folwark natykamy się na dobre, czyste i przystępne pole namiotowe. Wieczorem rozpalamy ognisko, na którym gotujemy kolację i gawędzimy do późnej nocy.
DZIEŃ DZIEWIĄTY : "LITEWSKA KRAINA" DATA: 09.07.2005 TRASA: Stary Folwark - Sejny - Przejście graniczne (Ogrodniki) - Lazdijaj - Seirijai - Alytus - Pocelonys Dziś: 127 km. W sumie: 1152 km. Zostało nam już tylko 30 km do granicy z Litwą. Szybko pokonujemy ten odcinek po drodze odwiedzając sanktuarium w Sejnach.
DZIEŃ DZIESIĄTY : "CEL WILNO - OSIĄGNIĘTY" DATA: 10.07.2005 TRASA: Pocelonys - Daugai - Vazgirdonys - Zeronys - Rudiskes - Trakai - Wilno Dziś: 112 km. W sumie: 1264 km. Dziś wyruszamy bardzo wcześnie, ponieważ chcemy szybko dotrzeć do Wilna (zostało nam około 80 km), ale już po przejechaniu 20 km orientujemy się, że wczoraj w miejscowości Alytus pomyliliśmy trasy. Na szczęście istnieje stąd inna droga do Wilna przez Troki (dawna stolica Litwy, którą chcemy koniecznie zwiedzić). Tracimy przez to około 20 km, lecz dzięki temu trafiamy po drodze do bardzo ciekawej wsi. Tuż przy wjeździe poznajemy miłego pana, z którym bez problemu się dogadujemy. Trochę nas to zdziwiło, gdyż jak pisaliśmy wcześniej języki: litewski i polski znacznie się różnią. Jak później się okazało w całej wsi mieszkają sami Polacy. Ludzie ci są niesamowicie uprzejmi. Zaprowadzili nas również do sklepu, który znajdował się w zwykłym pokoju, bez żadnej tabliczki, ani reklamy. Tutaj także wszyscy klienci rozmawiają po Polsku. Nie możemy zostać niestety dłużej, choć zaproponowano nam nocleg. W Trokach podziwiamy dobrze zachowany zespół zamkowy, wraz z otaczającymi go terenami. Wiemy, że stąd jest już tylko "rzut beretem" od Wilna, zatem jedziemy dalej. Do centrum wjeżdżamy około godziny 18:00. Udało się!!! Zdobyliśmy nasz cel! Teraz pozostaje nam już tylko znalezienie noclegu. Odwiedzamy parę kwater, których adresy przygotowaliśmy przed wyjazdem - w konsekwencji wybieramy najtańszą. Poznajemy tu grupkę sympatycznych rowerzystów z Warszawy, którzy dopiero zaczynają swoją wyprawę po Litwie. Dowiedzieliśmy się od nich wielu ciekawych i praktycznych rzeczy oraz wymieniliśmy się spostrzeżeniami o Litwinach. Wieczorem szybki spacer po Wilnie i idziemy spać.
DZIEŃ JEDENASTY : "WILNO - POLSKIE KORZENIE" DATA: 11.07.2005 TRASA: Wilno Już od dwóch dni jesteśmy na Litwie, a dopiero teraz dowiadujemy się, że obowiązuje tu inna strefa czasowa. Cały dzisiejszy dzień przeznaczamy na zwiedzanie miasta. Odwiedzamy nie tylko te główne zabytki (Katedra, Ostra Brama, Góra Zamkowa, Wieża Giedymina, Uniwersytet Wileński, Cmentarz na Rossie), ale również te mniej popularne (dziesiątki kościołów i cerkwi, przepiękne uliczki, pomniki oraz domy znanych Polaków). Na każdym kroku natrafiamy na polskie pamiątki z przeszłości. Z większością osób można bez problemu porozumieć się w języku Polskim. Wilno, które jest piękne nie tylko w dzień, ale i w nocy okazało się wspaniałym celem na zakończenie wyprawy rowerowej.
POWRÓT DATA: 12-13.07.2005 TRASA: Wilno - Szczecin Żal wyjeżdżać. Już o 12:00 mamy pociąg do Polski, w którym poznajemy Amerykanina podróżującego po całej Azji i Europie. Do Białegostoku docieramy wieczorem i niestety musimy czekać całą noc, gdyż pociąg powrotny mamy dopiero o godzinie 6:15. Skracając czas, który trzeba czekać wybieramy się na objazd rowerem Białegostoku. Jadąc pociągami możemy jeszcze ostatni raz "rzucić okiem" na Litwę oraz na "Krainę Wielkich Jezior". Zmęczeni i niewyspani kończymy tegoroczną wyprawę.
PODSUMOWANIE DATA: 1-13.07.2005 TRASA: Szczecin - Wilno W sumie: 1264 km. Niesamowite wrażenia - tak najkrócej można podsumować tą wyprawę. Jadąc swobodnie rowerem dostrzega się to, czego nie można zobaczyć jadąc samochodem z dużą prędkością. Dobra pogoda sprzyjała podziwianiu pięknych widoków i zwiedzaniu nieznanych nam dotychczas miast. Przez dziesięć dni przejechaliśmy przez pięć województw oraz prawie całą Litwę, poznając kulturę i zwyczaje danego regionu. Przejeżdżając ponad 1260 km (średnia dzienna wyniosła 126 km) odwiedziliśmy bardzo wiele miejsc o dużej wartości historycznej, przyrodniczej lub architektonicznej. Na trasie zwiedziliśmy niezliczoną ilość bunkrów i schronów. Mimo "kryzysów" (które kłębiły się w głowie) jesteśmy szczęśliwi, że udało nam się zrealizować tak dużą wycieczkę rowerem. Cała trasa bardzo miło przebiegła: bardzo dużo ludzi życzyło nam powodzenia, mijający rowerzyści serdecznie nas pozdrawiali (my ich również) oraz poznaliśmy sporo osób z rożnych stron świata. Mieliśmy masę przygód i przeżyć, których nie sposób opisać, ale jedno jest pewne: "Rower jest wielce ok'ej, rower to jest świat". Trasa, którą pokonaliśmy jest godna polecenia. My ze swojej strony zapewniamy, każdemu potężną dawkę przygód i masę miejsc wartych odwiedzenia.
ODWIEDŹ RÓWNIEŻ: Mapa z zaznaczoną trasą Opis obiektów które zwiedziliśmy Opis obiektów na naszej trasie, które mieliśmy zamiar zwiedzić Strona zawierająca opis niektórych obiektów, które odwiedziliśmy |
|
Wszelkie prawa zastrzeżone. Autorzy strony: Radosław Durkiewicz i Karol Gradoń |