chmurki
chmury

Þ     MAPA

Þ     ZDJĘCIA



Valid HTML 4.0!

STRONA GŁÓWNA      NEWS      O NAS      KSIĘGA GOŚCI      LINKI      KONTAKT   

WYPRAWA ROWEROWA:
"PRAGA"

pasek

DZIEŃ PIERWSZY : "JAK NAJDALEJ"

DATA: 08.07.2010

TRASA: Szczecin - Stargard Szczeciński - Witkowo - Rzeplino - Choszczno - Zieleniewo - Bierzwnik - Dobiegniew - Klesno - Drezdenko - Międzychód - Gorzyń - Kamionna - Prusim

Dziś: 179,6 km.   W sumie: 179,6 km.

No to ruszamy! Po wielodniowych rozważaniach dokąd dokładnie pojechać i na jak długo, udało nam się wreszcie spakować i ruszyć w trasę. Pierwszy dzień zakładał, żeby pedałować przed siebie i to jak najdalej. Województwo zachodniopomorskie już trochę znamy więc chcemy dojechać tam gdzie nas jeszcze nie było. Opuściliśmy Szczecin z lekkim smutkiem, a zarazem z wielkim podnieceniem, że właśnie rozpoczęła się nasza przygoda. I tak jadąc na południowy-wschód mijaliśmy kolejno wioski większe i mniejsze. Pierwszy większy przystanek zrobiliśmy w Bierzwniku, gdzie mogliśmy zwiedzić całkiem ciekawy klasztor cystersów oraz zrobiliśmy sobie ucztę jedzeniową. Dalej już tylko pedałowaliśmy przed siebie podziwiając okoliczne krajobrazy. W ten dzień całkiem dobrze się jechało więc miałem cichą nadzieję na pobicie 200 km.. Jednak na 180 km w miejscowości Prusim, nieopodal drogi nr 24 do Poznania, przenocowaliśmy u Klapy i bardzo dobrze na tym wyszliśmy :)

1   2   

3   4   

5   

pasek

DZIEŃ DRUGI : "POZNAŃ"

DATA: 09.07.2010

TRASA: Prusim - Kurnatowice - Kwilcz - Pniewy - Bytyń - Gaj Wielki - Lusowo - Dąbrówka - Głuchowo - Komorniki

Dziś: 79,13 km.   W sumie: 258,73 km.

Wczoraj bardzo dobrze nam poszło i przejechaliśmy niezły kawałek drogi. Więc dzisiaj to już tylko formalność dojechać do Poznania. Choć nie dzieli nas wielka odległość od tego miasta to wbrew pozorom nie jest to takie proste. Słońce daje o sobie znać i to bardzo mocno, zresztą wczoraj było tak samo. Ale wolimy to niż deszcz. Ten odcinek prowadził po głównej drodze do Poznania więc i ruch był tutaj znacznie natężony, a wiatr nie zawsze sprzyjał. Przed samym miastem zjeżdżamy z głównej drogi w stronę okolicznych wiosek, gdzie robimy sobie dłuższy postój. W tym czasie wykonywaliśmy nasze ulubione zajęcie, czyli relaksowanie nad jeziorkiem. Dzień minął bez większych przygód, jedynym utrudnieniem było właśnie słońce. Po południu dotarliśmy do naszej kuzynki Eweliny, gdzie resztę dnia odpoczywaliśmy przed jutrem.

6   7   

8   9   

pasek

DZIEŃ TRZECI : "WROCŁAW"

DATA: 10.07.2010

TRASA: Komorniki - Mosina - Żabno - Grabianowo - Donatowo - Jerka - Krzywiń - Krzemieniewo - Poniec - Kawcze - Rawicz - Korzeńsko - Żmigród - Prusice - Świerzów - Oborniki Śląskie - Pegów - Szewce - Wrocław

Dziś: 176,94 km.   W sumie: 435,67 km.

Słońce, słońce i jeszcze raz słońce. O godz. 9 rano ruszamy w stronę Wrocławia do kuzyna Maćka. Czy uda nam się dziś dojechać tego nie wiemy, choć każdy z nas ma taką nadzieję. Jedziemy prosto na południe. Po drodze mijaliśmy już wiele pól na których całą parą prowadzono żniwa, co robiło wrażenie na Kubie. Widać, że w województwie wielkopolskim w wiele szybciej zbierane są plony z pól, niż w naszym zachodniopomorskim. Na jednym z przystanków na jedzenie okazało się, że z mojego przedniego koła schodzi powietrze.. Chcąc, nie chcąc straciliśmy sporo czasu na łatanie dętki. Po drodze jeszcze chłodziliśmy się dość dokładnie w fontannach miejskich co wzbudzało duże zainteresowanie mieszkańców danego miasta ? Trochę zmęczeni już pedałowaniem robimy sobie dłuższą przerwę na stacji benzynowej, gdzie zapada decyzja o dojeździe dziś do Wrocławia. W drodze jak to w drodze, żeby urozmaicić sobie podróż śpiewami piosenki, które Kuba puszczał z telefonu. Przed Obornikami Śląskimi przywitały nas pierwsze porządne podjazdy i zjazdy. Dalej już tylko z latarkami na głowach i z mapą w ręku dojeżdżamy ok. godziny 12 do kuzyna. Jesteśmy zmęczeni, a zarazem bardzo zadowoleni bo w 3 dni pokonaliśmy 436 km.

10   11   

12   13   

pasek

DZIEŃ CZWARTY : "ZWIEDZANIE WROCŁAWIA"

DATA: 11.07.2010

TRASA: Wrocław

Dziś: 0 km.   W sumie: 435,67 km.

Kolejny piękny słoneczny dzień spędzamy we Wrocławiu. Jest tak gorąco, że nawet nie trzeba się ruszać żeby się spocić. Tego dnia skupiamy się wyłącznie na odpoczynku i dokładnym poznaniu starego miasta. Czerpiemy przyjemność ze spacerów uliczkami, poznawania lokalnych wyrobów i zabytków. Wieczorem jest finał mistrzostw świata w piłce nożnej. Tak ważny mecz oglądamy w niepowtarzalnej atmosferze na rynku. Wygrywa Hiszpania, a my idziemy spać bo jutro kolejny dzień drogi.

14   15   

16   17   

18   19   

pasek

DZIEŃ PIĄTY : "OPACTWO BENEDYKTYNEK"

DATA: 12.07.2010

TRASA: Wrocław - Kąty Wrocławskie - Kamionna - Mietków - Szczepanów - Świdnica - Witoszów Górny - Wałbrzych - Boguszów Gorce - Grzędy - Krzeszów

Dziś: 121,94 km.   W sumie: 557,61 km.

Wyjazd z Wrocławia zajął nam trochę czasu, zrobiliśmy jeszcze zakupy i gnamy już w stronę Czech. Piękna pogoda otwiera przed nami widoki na góry, a my pełni optymizmu jedziemy wprost na nie. Mijamy Kąty Wrocławskie i robimy przystanek nad Zalewem Mietków. Piękna okazja żeby się trochę ochłodzić w taki skwar. Od tego momentu moje kolano zaczęło powoli mówić dość. Momentami tak dawało o sobie znać, że zastanawiałem się nad tym czy dojadę do Pragi. Z zaciśniętymi zębami i z zawiniętym kolanem jedziemy dalej. Przejeżdżamy przez Świdnicę i Wałbrzych, który w ogóle nie wygląda na zbyt zadbane miasto i czym prędzej stamtąd wyjechaliśmy. Dojeżdżamy do miejscowości Boguszów Gorce, gdzie znajduje się najwyżej położony w Polsce ratusz miejski (591 m. n.p.m.), a nieopodal prawdopodobnie najwyżej położona Biedronka w Polsce (w której zrobiliśmy oczywiście zakupy). Jesteśmy już coraz bliżej czeskiej granicy, lecz powoli zaczyna się ściemniać co zmusza nas do szukania noclegu. Nagle przed nami rozciąga się widok na piękną dolinę w której znajduje się miejscowość Krzeszów, gdzie znajduje się okazałe opactwo cystersów o wyrafinowanej barokowej architekturze. Zjeżdżamy w dół i szukamy noclegu. Jest godzina 22 a my pukamy do drzwi sióstr benedyktynek, te bez wątpienia widząc nas i rowery przyjęły nas pod swój dach. Mieliśmy dziś spać w lesie a tu niespodziewanie mamy wygodny nocleg w pięknym miejscu - i to się nazywa przygoda.

20   21   

22   23   

24   25   

26   27   

28   29   

pasek

DZIEŃ SZÓSTY : "CZESKA KRAINA"

DATA: 13.07.2010

TRASA: Krzeszów - Lubawka - Kralovec - Zlata Olesnice - Trutnov - Pilnikov - Nove Zamky - Horni Olesnice - Horka u Stare Paky - Nova Paka - Studenka - Robousy - Jicin - Jicineves - Kopidlno - Nouzov - Dymokury - Netrebice - Nymburk - Sadska

Dziś: 139,55 km.   W sumie: 697,16 km.

Śniadanko, bułeczki od sióstr na drogę i jedziemy dalej. Do granicy zostało nam mniej niż 10 km, tymczasem kierujemy się na Lubawkę, gdzie wymieniamy pieniądze na korony czeskie. Stamtąd prosto do granicy. Udało się jesteśmy już w Czechach. Od tej pory zachwycamy się każdym widokiem, każdym czeskim napisem, każdą czeską Skodą... Jest pięknie. Kolano o sobie przypomina, ale nie ma to tamto. Trzeba jechać dalej. Drogi tutaj są bardzo dobre, a i widać że mój rower pochodzi z tego właśnie kraju, bo co chwilę mijamy kogoś jadącego na rowerze Authora. W końcu robimy sobie przerwę w miejscowości Trutnov i zajadamy się pysznymi bułeczkami które dostaliśmy od sióstr Benedyktynek. Bułeczki te dostaliśmy z przesłaniem, aby wspomnieć siostry na trasie i tak też było, na pewno nie zapomnimy ich na długo. Bo liczą się wspomnienia i przygoda. Zdajemy sobie sprawę, że raczej dziś nie dojedziemy do Pragi. Jedziemy dalej m. in. przez miejscowości takie jak Pilnikov, Nova Paka, Jicin, Kopidlno... Za miejscowością Nymburk ok. 40 km od Pragi zatrzymujemy się w lesie na nocleg.

30   31   

32   33   

34   35   

36   

pasek

DZIEŃ SIÓDMY : "STOLICA CZECH"

DATA: 14.07.2010

TRASA: Sadska - Stary Vestec - Mochov - Nehvizdy - Praha

Dziś: 43,53 km.   W sumie: 740,69 km.

W nocy niebo było całe pokryte gwiazdami, więc nawet nie rozkładaliśmy namiotu tylko spaliśmy pod gołym niebem. Zbieramy swoje rzeczy i wychodzimy z lasu na drogę w stronę Pragi. Dziś to jazda to już tylko formalność, zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy bardzo blisko i nie spiesząc się podążamy w kierunku stolicy Czech. W końcu przekraczamy granicę miasta, a dojazd do centrum zajmuje nam około godziny. Docieramy na ulicę Trojską. To tu znajduje się nasz kemping "Hajek", który okazał się najlepszą dla nas opcją. Na tej ulicy znajdują się też inne kempingi, bardzo łatwo je odnaleźć, a dotarcie stąd do ścisłego centrum miasta nie sprawia większego problemu. Dziś jak w inne dni panuje straszny upał, dlatego nie spieszy nam się już nigdzie zupełnie i dopiero wieczorem po rozbiciu obozowiska i odpoczynku ruszamy na miasto.

37   38   

39   40   

41   42   

43   44   

45   46   

47   

pasek

DZIEŃ ÓSMY I DZIEWIĄTY : "PRAGA"

DATA: 15-16.07.2010

TRASA: Praga

Dziś: 0 km.   W sumie: 740,69 km.

Zwiedzanie Pragi rozpoczynamy oczywiście od starego miasta. Nie możemy się napatrzeć na urokliwe uliczki i zakamarki. Odwiedzamy między innymi takie miejsca jak: Hradczany, Dzielnicę Żydowską, Most Karola, Vaclavske Namesti, Muzeum Narodowe, Ratusz Staromiejski, Teatr Narodowy.. Zrobiliśmy sobie także wycieczkę do ZOO w Pradze i okazało się to bardzo dobrym pomysłem. Spacery przy nabrzeżu Wełtawy, odkrywanie nowych miejsc i uliczek, oraz kosztowanie lokalnych specjałów należały do naszych ulubionych czynności w tym mieście. Wybraliśmy się także w inne dzielnice (np. Żiżkow), aby zobaczyć Pragę od innej strony. Bardzo nam się spodobało to miasto i tak długo jak się dało delektowaliśmy się widokami, zapachami, smakami... W związku z tym że pociąg powrotny mieliśmy o 6 rano to ostatnią noc z 16 na 17 lipca postanawiamy spędzić na mieście. I tak nie oczekiwanie w jednej z lokalnych i popularnych wśród Czechów knajp nasze rowery przyciągnęły uwagę dwóch osób. Okazali się to pracownicy ambasady amerykańskiej, a przy stole siedział jeszcze redaktor naczelny jednego z pism w Pradze. Tak do godziny 5 rano spędziliśmy czas z nimi na dobrej zabawie :)

48   49   

50   51   

52   53   

54   55   

56   57   

58   59   

60   61   

62   63   

64   65   

66   67   

68   69   

70   71   

72   73   

74   75   

76   77   

78   79   

80   81   

82   83   

84   85   

86   87   

88   89   

90   

pasek

DZIEŃ DZIESIĄTY : "POWRÓT DO SZCZECINA"

DATA: 17.07.2010

O godzinie 5 rano, żegnamy się z naszym przyjacielem z ambasady i ruszamy na dworzec. Pierwszy pociąg mieliśmy z Pragi do miejscowości Trutnov. Po dojeździe na miejsce mieliśmy nie miłą niespodziankę.. Mieliśmy 10 minut czasu na przesiadkę na pociąg do Jeleniej Góry, a mimo to pociąg odjechał 6 minut przed czasem. Strasznie nas to zdenerwowało, tym bardziej, że wcześniej rozmawiałem z konduktorem z tego pociągu i się pytałem gdzie mamy wsiąść z rowerami.. Byliśmy zmuszeni czekać 4 godziny na następny pociąg, a nasz plan powrotu się znacznie przesunął w czasie. Kolejna (druga) przesiadka była w Jeleniej Górze na pociąg do Wrocławia. We Wrocławiu mieliśmy już ostatnią (trzecią) przesiadkę do Szczecina. Tutaj oczywiście należy pogratulować PKP bo na takie długie trasy nie ma miejsca w pociągu na rowery, a miła obsługa konduktorska kazała nam wracać na rowerach.. W końcu wyszliśmy na swoje i wsiedliśmy do pociągu, lecz całą drogę wraz z rowerami staliśmy na korytarzu.

91   92   

93   94   

Wszelkie prawa zastrzeżone. Autorzy strony: Radosław Durkiewicz i Karol Gradoń