![]() |
www.rowerydwa.prv.pl |
|
STRONA GŁÓWNA NEWS O NAS KSIĘGA GOŚCI LINKI KONTAKT NOCNA MASAKRA 17-18 grudnia 2005 Nocna Masakra - Impreza na Orientację organizowana corocznie w jedną z najdłuższych nocy w roku. Całość odbywa się w okolicach Chociwla (Poj. Ińskie, Wysoczyzny Łobeska, Poj. Drawskie i Równina Drawska). Aby zaliczyć wszystkie punkty, trzeba przejechać ponad 200 kilometrów w 15 godzin.Decyzja o wybraniu się na "Nocną Masakrę" została podjęta dopiero 5 dni przed zawodami. Nie mieliśmy czasu potrenować, ani zrobić chociaż małej przejażdżki. Chcieliśmy sprawdzić ile kilometrów jesteśmy w stanie przejechać w jedną zimową noc... 18 Grudnia 2005: 14:20 - dojeżdżamy do Chociwla, gdzie mieści się baza zawodów. Przez ostatnie dwa dni pruszył śnieg, w związku z czym wszędzie jest biało. Na dodatek po południu była lekka odwilż, a teraz znów przyszedł przymrozek przez co boczne drogi są całkowicie oblodzone. 14:40 - odprawa Trasy Pieszej. 15:00 - obserwujemy start Trasy Pieszej. Osoby które zdecydowały się w niej wystartować mają do pokonania 100 km w 24 godziny. 15:10 - wsiadamy na rowery i jedziemy się trochę rozruszać. Chcemy objechać tutejsze jezioro do okoła, ale niestety brakuje nam na to czasu. Na termometrze: -4. 15:50 - odbieramy numery startowe, oraz karty do potwierdzania znalezionych punktów. 16:00 - ostatnie przygotowania. Smarowanie łańcucha i przeżutek, pompowanie kuł, napełnianie bidonów... 16:20 - czekamy na odprawę techniczną, której niestety nie ma. Atmosfera coraz bardziej napięta. Ile kilometrów jesteśmy w stanie przejechać? Po ilu godzinach będziemy mieli dość? Czy nasze rowery wytrzymają te warunki? Według prognozy pogody w nocy temperatura może spaść nawet do -8. 16:40 - nareszcie otrzymujemy mapy. W tym momencie startuje zegar odliczający limit 15 godzin. Rozpoczyna się nasz pierwszy ekstremalny rajd na orientację. Krótko zastanawiamy się nad tym, w którą stronę jedziemy i w jakiej kolejności zamierzamy zdobywać punkty, po czym pakujemy mapy do plecaków i ruszamy na trasę. Już jest noc, więc jesteśmy zmuszeni zapalić wszystkie nasze lampki, gdyż bez nich nic byśmy nie widzieli. Na niebie chmury, lecz mamy nadzieję, że śnieg nie będzie padał. 16:50 - zdecydowaliśmy się na początek zdobyć punkty leżące na północny-zachód od Chociwla. Jedziemy więc głwną szosą w kierunku na Stargard Szczeciński, a następnie skręcamy w kierunku na Szczecin. Szosa nie jest oblodzona, więc poruszamy się bardzo szybko. W ciągu dnia przejeżdża tędy sporo samochodów, a teraz na całej drodze jesteśmy tylko my. 17:10 - koniec z miłą, odśnieżoną drogą. Musimy zjechać na boczną, która jest zasypana i oblodzona. Docieramy do miejscowości Krzywiec. 17:20 - po raz pierwszy zastanawiamy się gdzie mamy jechać, gdyż choć na mapie jest zaznaczona droga w rzeczywistości nie jesteśmy w stanie jej zlokalizować. Pytamy się więc napotkaną osobę o kierunek, w którym powinniśmy jechać. Okazuje się, że mapa jest dość stara i na zaznaczonej tam drodze, ktoś wybudował sobie dom. Okrążamy go i możemy jechać dalej. Spotykamy również innego uczestnika zawodów, który wyruszył na trasę samotnie. Do trzech kolejnych punktów jedziemy razem. 17:40 - znajdujemy pierwszy punkt. Nie było to trudne zadanie, gdyż z daleka była widoczna latarka osoby, która ten punkt dopiero rozwieszała. Gdybyśmy dojechali tam wcześniej, punktu nie było by jeszcze na drzewie... 17:50 - docieramy do Chlebówka, po czym kierujemy się w kierunku Białunia, a potem Tolczy. Choć na mapie którą otrzymaliśmy miejscowości te znajdują się dość blisko siebie, to w rzeczywistości są oddalone od siebie o parę kilometrów. Trudno nam jest się do tego przyzwyczaić, gdyż po raz pierwszy bierzemy udział w orientacji posługując się mapami w skali 1 : 100 000. 18:00 - jedzimy po polnej zaśnieżonej drodze. Do około nas tylko łąki i pola. Nasze lampki i czołówki rzucają jasny strumień światła. Na niebie wyszedł zza chmur księżyc, dzięki czemu robi się trochę jaśniej, ale i zimniej. Na termometrze: -5. Na naszej drodze znajduje się wiele kałuż. Na szczęście wszystkie zamarznięte. Niestety czasmi przejeżdżając po tych większych, lód nie wytrzymuje i wpada się po kostki do wody. Nasze buty i trzy pary skarpet szybko nasiąkają wodą. Początkowo nam to nie przeszkadza... 18:25 - znajdujemy kolejny punkt. Nasze buty, skarpety i spodnie są już zupełnie przemoczone, lecz wciąż jedzie się bardzo miło. 18:45 - docieramy do Maszewa. Miasto to jest pięknie oświetlone i przystrojone na zbliżające się święta. Robimy tu krótki odpoczynek. 19:10 - jedziemy teraz boczną, ale szosową drogą w kierunku Godowa i Redła. Na drodze lód. Na dodatek zaczynają zamarzać nam buty. W stopy robi się coraz zimniej. Do punktu wciąż daleko, a nam droga strasznie się dłuży. 19:50 - nareszcie docieramy do kolejnego punktu. Jemy coś i pijemy. Niestety woda w naszych bidonach już praktycznie zamarzła, więc pozostaje nam już tylko herbata z termosu, którą zabrał Karol. 20:00 - chcemy ruszać dalej, lecz Karol orientuje się, że ma przebitą przednią oponę. Nie posiadamy zapasowej, lecz jedynie łatki i klej. Przystępujemy do naprawy. Okazuje się, że wętyl jest kompletnie zamarznięty i nie można napompować koła. Na szczęście posiadamy zapałki, którymi rozmrażamy lód znajdujący się w wętylu. Następnie przystępujemy do klejenia, co okazuje się nie być wcale takim łatwym zadaniem, gdyż w takiej temperaturze klej klei bardzo słabo. Na dodatek wciąż musimy skakać w miejscu, by nasze stopy zupełnie nie zamarzły. 20:40 - opona sklejona i napompowana. Powietrze chyba trochę ucieka, ale najwyżej będziemy co jakiś czas dopompowywać. Mamy dość stania na środku pola, na śniegu i w wietrze. Ruszamy więc dalej. 20:50 - spotykamy trzech innych uczestników zawodów, którzy właśnie jadą do zaliczonego przez nas punktu. Wyminąć się na zaśnieżonych ścieżkach nie jest wcale łatwo i trzeba czasami zchodzić z rowerów, wpadając butami w śnieg, który w tym miejscu ma około 10 cm grubości. 21:10 - kolejne trójka zawodników. Dowiadujemy się od nich, że właśnie wracają z punktu na który my jedziemy. Podobno bardzo trudno go znaleźć. Sprawdzamy również ciśnienie w kole i okazuje się, że chyba łatka trzyma dobrze i nie musimy dopompowywać. 21:20 - przejeżdżamy przez Jenikowo i kierujemy się na Dębice. Gdy się jedzie i nie dotyka stopami zimnej gleby, wówczas stopy trochę się rozgrzewają. 21:50 - przejechaliśmy przez Bagna i Mokre. Niestety z powodu zimna musimy się na chwilę zatrzymać i trochę poskakać i pobiegać. Największy problem mamy wciąż ze stopami. 22:20 - docieramy do miejscowości Kania, skąd musimy wjechać w las, by dotrzeć do kolejnego punktu. Drogi na mapie nie zgadzają się za bardzo z drogami w rzeczywistości. W końcu wjeżdżamy do lasu i staramy się zorientować gdzie jesteśmy. 22:50 - zaczynamy szukać punktu. Niestety nie mamy pojęcia gdzie jesteśmy. Nic nie zgadza się z mapą. Na śniegu nie widać żadnych śladów opon rowerowych, choć wiemy że już parę osób było tu przed nami. W końcu postanawiamy jechać przed siebie, może gdzieś dojedziemy. 23:10 - na drodze zauważamy ślady opon rowerowych. Punkt musi być blisko, ale my jesteśmy już zmęczeni, zmarznięci i głodni. Mimo to jedziemy dalej i mamy nadzieję, że ślady doprowadzą nas do punktu. 23:20 - docieramy do dużej krzyżówki dróg leśnych. Mamy do wyboru jedną z pięciu dróg, które prowadzą w różne strony. Na mapie nie znajdujemy podobnego skrzyżowania. Wciąż nie mamy pojęcia gdzie jesteśmy. Na drodze zauważamy sporo krwi, która wsiąkła już w śnieg. Rozglądamy się dookoła. Wówczas niespodziewanie snop światła z naszych czołówek zatrzymuje się na jednym z drzew na którym wisi punkt, którego szukamy. Nie jesteśmy do końca pewni, czy to ten punkt mieliśmy znaleźć, gdyż według mapy nie powinno go tu być. Mimo to potwierdzamy znalezienie na naszych kartach i ruszamy na południę. 23:40 - kolejne skrzyżowanie. Jesteśmy już wykończeni. Postanawiamy wracać do Chociwla. Ale którędy? Wybieramy drogę, którą pokazał kompas. 19 Grudnia 2005: 00:10 - nareszcie wyjechaliśmy z lasu. Znowu jesteśmy na dobrej, choć oblodzonej drodze. Okazuje się, że dotarliśmy znowu do Kanii, choć zupełnie się tego nie spodziewaliśmy. Na szczęście droga na której stoimy prowadzi wprost do Chociwla, więc ruszamy w jego stronę. 00:20 - ostatni odpoczynek. Pijemy herbatę, jemy batony i ruszamy dalej. Okazuje się, że wystartować na lodzie nie jest wcale tak łatwo, ale za to jedzie się po nim dużo łatwiej i szybciej. 00:53 - koniec. Dotarliśmy do Chociwla po przejechaniu ponad 80 kilometrów. Jesteśmy niesamowicie wykończenie. Na mecie zjawiamy się jako pierwsi z trasy rowerowej. Znaleźliśmy w sumie 4 punkty, co dało nam 18 miejsce na 26 startujących. Był to nasz pierwszy rajd ekstremalny i musimy przyznać, że naprawdę nie było łatwo... ZOBACZ RÓWNIEŻ: OFICJALNA STRONA ZAWODÓW MAPA POGODA NA TRASIE PEŁNA LISTA WYNIKÓW ARTYKUŁ Z "GAZETY STUDENCKIEJ"
|
|
Wszelkie prawa zastrzeżone. Autorzy strony: Radosław Durkiewicz i Karol Gradoń |